Wersja kontrastowa

Alfabet Kaniewskiej. Suplement

prof. Bogumiła Kaniewska  fot. Adrian Wykrota
prof. Bogumiła Kaniewska fot. Adrian Wykrota
prof. Bogumiła Kaniewska

 

Zaproszenie do przedstawienia nieoficjalnych informacji na własny temat wprawiło mnie w zakłopotanie. Opublikowałam już przecież Alfabet dostępny na stronie internetowej… Może zatem zaproponuję Państwu kilka uzupełnień? Oto one:

A jak Autor – ten zawsze pierwszy to Wiesław Myśliwski. Jego pisarstwo fascynuje mnie od czasów studiów. Myśliwski pisze książki niejednoznaczne, pokazując, że los każdego z nas jest niezwykły, że każdy człowiek jest niepowtarzalną opowieścią i – wreszcie – że warto się w każdą z takich opowieści wsłuchiwać. Przecież „tego, co ty widzisz, nikt inny nie widzi. Choćby widział dużo więcej”, jak napisał w „Widnokręgu”. Powiedziałam mu kiedyś „Wiesz, Wiesław, napiszę kiedyś taką książkę Moje życie z Myśliwskim”. I nie był to żart…

C jak „Czas Kultury” – terminowałam w redakcji tego czasopisma, ucząc się literatury „od kuchni”, dyskutując o debiutach pisarskich takich twórców jak Andrzej Stasiuk i Olga Tokarczuk. Ze Stasiukiem targowałam się o przecinki, które – jako świeżo wykształcona polonistka – wstawiałam mu całymi tabunami do maszynopisu „Białego kruka”, gdy przygotowywaliśmy tę powieść do pierwszego wydania w poznańskim Obserwatorze. Po latach dostałam od niego tomik wierszy z dedykacją: składała się ona z nagłówka „Bogusi”, kilkunastu przecinków i podpisu.

F jak Fundacja Nauki Polskiej – stypendium START otrzymałam w roku 1994, była to druga edycja tego programu. Cenię sobie to wyróżnienie do dziś. I dziś także mogę poszczycić się tym, że moją kandydaturę na rektora poparło dziewiętnaścioro poznańskich laureatów stypendium Fullbrighta.

L jak Liceum - jestem absolwentką IV Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu, mieszczącego się na poznańskich Ogrodach. To była świetna szkoła, wspaniały czas, fantastyczni ludzie. Pani profesor Ludomira Szymanderska, o aparycji i manierach prawdziwej angielskiej lady, nauczyła mnie (od zera!) języka angielskiego. Pani profesor Stefania Ratajczak, legenda szkoły, podsycała i inspirowała moje literaturoznawcze zapędy. Pani profesor Izabella Lachowicz wyszkoliła nas w matematyce i sztuce ironicznego dystansu do samych siebie. O tym, czego nauczyłam się od moich licealnych przyjaciół, wspominać publicznie nie będę… Przyjaźnimy się do dziś.

M jak Miejsca – pasja podróżowania towarzyszy mi od zawsze, choć jestem przywiązana do rodzinnego Poznania. Spośród wielu miejsc, które odwiedziłam, największe wrażenie zrobiła na mnie wyprawa do Stacji Polarnej UAM Petuniabukta na Spitsbergenie. Nigdy wcześniej nie myślałam, że przestrzeń wolna od zabudowań, ciągnąca się aż po horyzont, pozbawiona drzew, dróg, ścieżek i wszelkich śladów działalności człowieka, kamienna, zlodowaciała, ujawniająca strukturę ziemi może być tak wielobarwna, wielokształtna i piękna.

Czytaj też: Alfabet Kaniewskiej

S jak Studenci – mam zaszczepiony „gen nauczycielski” jako córka polonistki i historyka. Lubię uczyć i praca ze studentami przynosi mi nie tylko wiele satysfakcji, ale i mnóstwo inspiracji i pomysłów. Wiele moich naukowych przedsięwzięć rozpoczynało się od pytania zadanego mi na zajęciach czy uwagi, jaką usłyszałam od studenta. Ze wzruszeniem przyjmuję komentarze wspierające dawną „panią od poetyki”, bo największą radość sprawia mi świadomość, że moja praca służy konkretnym ludziom. Jak pewnej studentce, która tak napisała ostatnio na moim FB:

When I had a very hard times in Poznan, - I wrote a letter to Prof. Kaniewska, with the specific request and a big hope, that she would accept it. Prof. Kaniewska sent me a very positive response and made my life possible and easy in Poznan. She helped me like that two times and I can say Prof. Kaniewska was the only person in UAM who helped me, stood by me and was extremely kind. Although I asked for a help to several person at the faculty.
God bless her!
?
I wish all the best to her and bright future!!! Thank you by heart Prof. Kaniewska again and million times. ???

T jak Tłumaczka – moja kariera tłumaczki zaczęła się bardziej niż prozaicznie, od potrzeby dorobienia do skromnej asystenckiej pensji i marzenia o kupnie własnego mieszkania. Pierwszą przetłumaczoną przeze mnie książką była powieść słynnej romansopisarki, Barbary Cartland, Duch w Monte Carlo. Z czasem materialna konieczność zniknęła, pasja została. A że najwięcej przyjemności sprawiało mi przekładanie tekstów dla dzieci, które uważam za najbardziej wymagających czytelników, zajęłam się tym rodzajem literatury. Wśród blisko dwudziestu tłumaczonych przeze mnie książek znalazły się takie arcydzieła jak dylogia Carolla Alicja w Krainie Czarów. Po drugiej stronie lustra, Tajemniczy ogród Burnett, trylogia o Emilce z Srebrnego Nowiu Montgomery, Czarownik z Krainy Oz Bauma czy trylogia Uroczysko Meloya (w cywilu frontmana amerykańskiej formacji The Decemberists, znanej miłośnikom indie folk). Niestety, tłumaczenie to hobby wymagające mnóstwa czasu i uwagi – w ostatnich latach mocno je zaniedbałam.

 

 

Życie Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej
Zobacz podobne

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.